wtorek, 16 maja 2017

DEEP PURPLE "inFinite" ( 2017 )

ROCK

Kiedy zobaczyłem w zapowiedziach tracklistę do najnowszej płyty "purpli" czułem, że będzie to słabszy od poprzedniego "Now What?" album. Krótkie czasy trwania poszczególnych kompozycji + kilka nagrań udostępnionych jeszcze przed premierą. Wiem, nie czas trwania świadczy o jakości płyty i tu się zgadzam. Jednak identyczne odczucia miałem przy THE CURE "4:13 Dream" ( 2008 ). Zespół, który przyzwyczaił do dłuższych form nagle je skraca? Album jest dość słaby i okazał się zbiorem tzw. "odrzutów" i w przypadku GILLANA i spółki bałem się tego samego.

Singiel "Time For Bedlam" zapowiadał jednak coś zgoła innego. Bateria Hammondów, świetnych melodii i przejść wbijała w fotel. No i do tego "ten" głos. Niestety, później jest dość przeciętnie. Kolejne 4 nagrania rozczarowują i dopiero szósty "The Surprising" jest naprawdę "zaskakujący". Dalej jest niestety podobnie jak po wielkim otwarciu w/w "Time For Bedlam" choć momentami "On Top Of The World" wydaje się interesujący. Jednak finał płyty, a właściwie przedfinał ( tym właściwym jest przeróbka zespołu THE DOORS "Roadhouse Blues" ) to naprawdę coś: przejścia, dramaturgia, melodie, solówka, która pod koniec przybiera niewyobrażalne rozmiary to utwór godny zakończenie działalności zespołu o czym grupa już nie raz informowała aczkolwiek czas pokaże co z tego wyjdzie. Tytuł "inFinite" z dużym "F" w środku ma dwojakie znaczenie: niekoniecznie nieskończoność, której znak kreśli nam "okładkowy" lodołamacz tworząc jednocześnie inicjały "DP" jak DEEP PURPLE, ale też koniec działalności. Stylem nawiązanie do "In Rock"? Może i tak. Szkoda, że album nie jest tak piękny jak jego okładka.

POSŁUCHAJ:

https://www.youtube.com/watch?v=IfmXD90VWsg

Pozdrawiam

OSKAR PENDYK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz