środa, 18 grudnia 2019

CELINE DION "Courage" ( 2019 )

POP

Dwunasty anglojęzyczny, a dwudziesty siódmy w ogóle album jednej z moich najukochańszych artystek życia. Szkoda tylko, że taki kiepski. Szczerze powiem, że nawet nie mam ochoty pisać na temat tej płyty bowiem jestem mocno nią rozczarowany. Musiałbym wylać wiadro gorzkich słów na artystkę, którą uwielbiam od zawsze, a nie jest to takie łatwe pisać źle o kimś , kogo się wręcz kocha.

Niestety Celinka już na poprzednim anglojęzycznym "Loved Me Back To Life" ( 2013 ) zeszłą na złą drogę pozwalając młodym producentom kierować czymś, o czym nie mają zielonego pojęcia. Podobnie niegdyś postąpiła MADONNA chcąc jak najdłużej utrzymać się na szczycie i dziś muzycznie jest skończona. Zaczęła na siłę tworzyć aranżacje odpowiadające bieżącym trendom. W ostatecznym rozrachunku powstają płyty dla nikogo ponieważ młodzi mają swoich ( w swoim wieku ) idoli, a starych artystka pozbyła się tworząc przerośnięte forma płyty. Boję się, że z CELINE będzie podobnie. Tym bardziej, ze artystka robi wszystko by tak się stało. Na szczęście sama zainteresowana nagrywa na przemian z anglojęzycznymi także albumy po francusku, a te przeznaczone są dla innego odbiorcy i na inny rynek muzyczny, a więc muzycznie także. Jej francuskie dzieło jak chociażby ostatni "Encore Un Soir" ( 2016 ) cudowne.

O tym, że "Courage" będzie słabe wiedziałem już po pierwszym nagraniu "Flying On My Own", które jakiś czas temu zaprezentowała. Kto wpadł na tak chory pomysł by artystce o takim głosie podłożyć specjalny wokoder zmieniający ( czytaj: zniekształcający ) jej głos??? Niestety, za sterami zasiedli dwudziestoparoletni pseudoznawcy w czapeczkach, w dresach i adidaskach, którzy nie mają pojęcia o muzyce. To są ludzie z nowej generacji, którzy nasłuchali się w życiu idiotycznych rapów i tym podobnych przekleństw tego świata, które można porównać do rozszczepienia jądra atomowego. Tego typu "muzyka" ( ??? ) zabija jakąkolwiek wrażliwość muzyczną, ale świat jest dziś tak skonstruowany, że sprzedaje się gówno, a że ludzie tego gówna chcą, właśnie dla nich tworzy się takie pseudo-plastikowe-gwiazdeczki wmawiając im jednocześnie, że to artyści. To są co najwyżej wykonawcy, produkt, ale o sztuce nie może być mowy.

Na tej płycie jest kilka utworów tzw. "normalnych", a więc bez upiększających komputerów, syntezatorów, rapów czy techno-łupanki, ale co z tego skoro same kompozycje są po prostu kiepskie i nawet najlepszy piekarz nie sprawi, że powstanie z nich wysokiej jakości chleb. Nawet te utwory są po prostu nudne, a te "upiększone"....Lepiej zapomnijmy o sprawie. Pozostaje już tylko nadzieja lecz na tą liczyłem już po poprzedniej płycie.

POSŁUCHAJ:

https://www.youtube.com/watch?v=WN-ZHOHmvcw

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz