poniedziałek, 9 grudnia 2019

OPETH "In Cauda Venenum" ( 2019 )

PROGRESSIVE ROCK

Szwedzki OPETH jest jednym z tych zespołów obok chociażby ANATHEMY, który współcześnie nie ma niczego wspólnego ze ścieżką jaką wytyczył sobie na początku swojej muzycznej przygody. No bo wyobraźcie sobie np METALLIKĘ grającą pop, albo IRON MAIDEN disco polo. Ciężko, prawda? Nie dziwię się zatem słuchaczom, że mogą czuć się nieco oszukani bowiem OPETH to już dziś zupełnie inny zespół aniżeli na chociażby płycie "Blackwater Park" ( 2001 ), piątym albumie grupy.

Zaczynali od black/death metalu, a więc od muzyki, której nie jestem wielkim fanem choć kilka płyta w swojej kolekcji bym znalazł. Dziś to zespół progresywny, a przynajmniej za taki chce uchodzić. Jedni taką zmianę mogą uznać za atut, szczególnie współcześni pseudodziennikarze szukający na siłę ciągle to nowych brzmień, debiutów itp Inni z kolei poczują się zawiedzeni chcąc zareklamować dopiero co zakupiony bilet na koncert grupy do której niegdyś czuli sympatię , a dziś nie do końca rozumieją co się dzieje. Tak się składa, że artyści są niejako wizjonerami, ludźmi poszukującymi więc mają pełne prawo do takich zmian jeśli oczywiście robią to dobrze. A OPETH robi to wyśmienicie. Oczywiście historia muzyki zna podobne przykłady zmian, które zespołom nie wyszły na dobre. Mowa tutaj chociażby o brytyjskim COLDPLAY. Pamiętajcie jednak, że ni ma niczego gorszego dla artysty niż na siłę tworzenie muzyki tylko po to by zadowolić słuchacza. Muzyk tworzy przed wszystkim dla siebie, a uznanie fanów jest tylko zapłatą za dobrze wykonaną pracę. Nie ma też niczego gorszego niż ciągłe biadolenie, że ten czy inny zespół ciągle gra to samo. I tutaj na moment możemy powrócić do IRON MAIDEN i zadać sobie pytanie; co oni mają grać innego niż ciągle to samo? Przecież to IRON MAIDEN więc tak też gra, komu się nie podoba, trudno.

Widoczne zmiany w OPETH zaczęły się już w okolicach płyt "Deliverance" ( 2002 ) i jej kontynuacji "Damnation" ( 2003 ) kiedy to do pomocy zabrał się STEVEN WILSON, ex-PORCUPINE TREE. MIKAEL AKERFELDT, a więc szef i wokalista OPETH od zawsze wyrażał swą fascynację "Drzewem jeżozwierza" stąd nietrudno doszukać się inspiracji, a także je zrozumieć. WILSON musiał mieć duży wpływ na muzyka, któremu obecnie bliżej do niego niż do samego siebie.

Przyznam, że nowa płyta OPETH jest kapitalna. Dużo znajdziemy tutaj odniesień do wspomnianych "Deliverance" i "Damnation". Mam kompletnie gdzieś narzekania malkontentów, że to już nie to. Było wystarczająco dużo czasu. OPETH od niemal dwóch dekad jest już innym zespołem i należy to zaakceptować bądź zrezygnować z kupowania ich płyt. Ciągłe narzekanie tego nie zmieni. Dla kogo najważniejsze są etykiety ten wiele straci jeśli skupi się tylko i wyłącznie na samej muzyce. Nie bacząc na szyld zostaną sowicie nagrodzeni. Dużo piękna, melancholii, smyczków, i równie pięknych gitar usłyszymy na "In Cauda Venenum". Solówka na "Lovelorn Crime" palce lizać, zmiany nastrojów w pierwszej części płyty, a więc kompozycje "Dignity" czy "Heart In Hand" to mistrzostwo świata. Odpuśćcie, dajcie się porwać tym niejednokrotnie magicznym dźwiękom, których na próżno szukać we współczesnych mediach. Mamy tutaj psychodelię lat 60tych i70tych, folk czy wreszcie rock progresywny, a więc wszystkie współczesne fascynacje AKERFELDTA. Dla tych, którzy pogodzili się z faktem grupa przygotowała najnowszy album zarówno po angielsku jak i po szwedzku. Jest także winyl i wspaniały box łączący wszystkie wspomniane opcje jednak najważniejsza jest sama muzyka, a ta na wcale nie pechowym trzynastym studyjnym dziele grupy jest przez duże "M".

POSŁUCHAJ:

https://www.youtube.com/watch?v=b1vJTzhxm7g

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz